Nocny bilans zysków i strat.
Za kilkanaście minut wybije północ, a ja- kręcąc się i wiercąc w łóżku czekając na Przyjaciółkę-Artystkę wracającą z koncertu- zaczęłam układać w głowie zdania, które mogłyby stać się wpisem na blogu. Na blogu, który przecież jest, a jakby go nie ma. Nie jest to pierwszorazowy wyczyn, często tak robię i myślę „mogłabym znowu zacząć pisać, tylko o czym”. No więc tym razem, odmiennie niż zawsze wcześniej, siadam i spisuję kolejne słowa, chyba dla samej siebie i tego uczucia, które towarzyszy klikaniu niebieskiego okienka „Opublikuj”. Kiedyś gdzieś wspominałam o tej małej emocji, ale wbrew popularnej na blogach tendencji linkowania do samych siebie dla generowania nowych odsłon, w tym miejscu pozwolę sobie tego nie robić z powodu bardzo przyziemnego, nie chcę mi się szukać tamtego zdania ubranego w adres url.
Robiąc krótki bilans zysków i strat dnia, który właśnie się kończy, z lekko przyćmionym od dusznej pogody i krakowskiego betonowego świata umysłem myślę sobie, że:
praca zdalna wcale nie jest taka łatwa i przyjemna. Bez dobrego krzesła i samozaparcia bywa ciężko.
***
Plusem jest jednak fakt, że Sławek Uniatowski brzmi łudząco podobnie do Pana Wodeckiego. Opole w tym roku miało całkiem dobry koncert „Piosenka ci nie da zapomnieć”. Nabieram coraz większego szacunku do Adama Sztaby po przesłuchaniu aranży piosenek Anny Jantar i Jerzego Kukulskiego. Muzyko lat 60,70,80 żyj w XXI wieku! YouTube, dzięki, że jesteś. . (Zbyt to piękne, żeby poddać się lenistwu nielinkowania.)
***
Ciąg dalszy pracy zdalnej jest jednak opatrzony grzebaniem w otchłaniach Instagrama i Pinteresta, więc brzmi całkiem w porządku.
***
Okazuje się, że z dogorywającego bakłażana można zrobić pyszną pastę do kanapek. Szukając kolorystycznych i smakowych partnerów trafiło na prażony słonecznik, oliwę z oliwek, czosnek i curry. Był to też przegląd lodówki oraz szafek. Jakże pyszny, choć mało piękny.
***
Kraków może nie jest taki najgorszy. Duszne i wilgotne dni zmiatają z ulic turystów małych i dużych, przez co nawet dookoła Rynku można poczuć się jak na własnych wakacjach, przypadkowo, a zarazem świadomie udawać, że gubi się w znanych uliczkach.
***
Szpitalna i św. Jana wygrywa medal za kamienice. Za kawę i pustki też.
***
Żółte kwiatki kupione od starszej pani na kleparzu cieszą jeszcze bardziej w hipsterskim słoiku znalezionym w nowym mieszkaniu po starych (bardzo starych?) lokatorach. A najbardziej cieszy fakt, że tamta pani nie musiała dalej tam stać.
***
Przyjaciele-Artyści choć czasem są za trudni do zrozumienia, życia i odpuszczania, są cudowni, bo są. Bliżej lub dalej. Fajne też móc czasem być trochę artystą.
***
To jest wpis bez klikalnego kontentu, z pierwszym znalezionym na dysku zdjęciem, bez redakcji i wysyłek do korektora. Ale ludzie ciągle gdzieś lubią, zgodnie z naturą pierwotną trochę podglądać i dowiadywać się mało wartych rzeczy o innych.
Czy te słowa ktoś przeczytał? (Kończę i jest 00:29)
Praline
ps. Na zdjęciu pamiątka z włoskich wakacji parę lat temu i carbonara przygotowana przez bardzo ciekawą siedemdziesięcioletnią Włoszkę. Najlepsza jaką jadłam w życiu.
